Wpisy z tagiem: recenzja

Upływ czasu w literaturze a muzyka

0

Wpływ czasu na człowieka i jego życie to jeden z fundamentalnych tematów literatury. Dziś przedstawiam jego współczesne amerykańskie ujęcie – w wydaniu Jennifer Egan i jej książki „Zanim dopadnie nas czas”, za którą w 2011 roku otrzymała nagrodę Pulitzera. Na tle przemian amerykańskiej muzyki popularnej w XX wieku Egan zestawia ze sobą bohaterów, spotykających się na różnych etapach ich życia. Widzimy ich walkę z czasem, z godzeniem się z jego upływem i dojrzewanie do zrozumienia jego siły. Bez wątpienia nowatorska powieść, której każdy rozdział można traktować jako osobne opowiadanie, jednak w połączeniu tworzą klarowną całość.  Warto, chociażby ze względu na to, aby zobaczyć jak można napisać opowiadanie za pomocą prezentacji w programie Power Point.

- Nie wiem, co się ze mną stało – wyznał, kręcąc głową. – Naprawdę nie wiem.

Bennie spojrzał na niego spod swoich kędzierzawych włosów ciepłymi, rozumiejącymi oczami starszego mężczyzny.

- Dorosłeś, Alex. Jak my wszyscy.

Dla mnie to jedna z tych książek, które pokazują, jak duże pole do popisu daje współczesna literatura, jednocześnie zachowując  w sobie to, co najlepsze w powieściach.

Egan_Zanim_dopadnie_nas_czas

Nie jestem fanką romantycznych powieści typu – „ona i on spotykają się pewnego dnia…”. Jednak „Jeden dzień” to książka, do której chętnie wracam. Nie jest to typowe romansidło. Książka opowiada historię Emmy i Dextera, którzy po raz pierwszy spotykają się w dzień zakończenia studiów, 15 lipca. Następnie, przez dwadzieścia kolejnych lat poznajemy ich historię z perspektywy tego dnia. Ciekawa zasada kompozycyjna, która nie pozwala na znużenie historią, dobrze zarysowane postacie. Najbardziej jednak w tej historii podoba mi się ich dojrzewanie, walka ze złudzeniami, zmiana poglądów, próby uratowania dawnych ideałów i akceptacja nowej rzeczywistości. Dorosłość, która nadchodzi zupełnie niespodziewanie, aż pewnego dnia budzimy się i pytamy – co ja tu robię i jak to się stało? I ten jeden dzień, który, nieświadomie, staje się najważniejszym dniem naszego życia. Marzymy i wierzymy, że kiedyś staniemy się zupełnie inni, historia opisana w „Jednym dniu” pokazuje, że przyszłość jest niewiadomą, którą jednak możemy kształtować.

jeden dzien ksiazka

Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem, ale nie miałam jeszcze okazji go obejrzeć :)

jeden dzien film

Ukryte pod powierzchnią.

0

„Przyjemny wieczór w domu rodziców? No cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz, pomyślał Sebastian. A fakt, że oboje rodzice już nie żyli, bez wątpienia znacznie zwiększał szanse.”

Ciemne sekrety to świetnie napisany kryminał z dobrze wykreowaną główną postacią oraz bogatym tłem obyczajowym. W szwedzkim miasteczku zostaje znalezione ciało szesnastoletniego chłopca. Kiedy policja podejmuje wychodzi na jaw, że sprawa jest dużo bardziej zagmatwana, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Równolegle czytelnik poznaje postać Sebastiana Bergmana, psychologa policyjnego. Ten częsty wątek został jednak w tej powieści potraktowany odmiennie. Sebastian jest egoistycznym i ponurym mężczyzną, który włącza się w śledztwo tylko dlatego, że oczekuje, iż przy okazji uda mu się uzyskać prywatne korzyści. Nieustannie mierzy się z traumatycznymi wspomnieniami z przeszłości oraz trudną relacją z rodzicami. W trakcie rozbudowywania fabuły badamy również małą, zamkniętą społeczność prywatnej katolickiej szkoły, która, jak każda społeczność tego typu kryje pod płaszczykiem elegancji hipokryzję i zakłamanie. Czytelnikowi przedstawiona zostaje bogata galeria postaci, wprowadzenie każdej z nich jest jednak zdecydowanie umotywowane fabularnie. Zakończenie jest bardzo zaskakujące, i nie chodzi tutaj o rozwiązanie klasycznej zagadki „kto zabił?”. 

Ciemne sekrety to jednocześnie pierwsza część cyklu z Sebastianem Bergmanem. Z czystą radością sięgnę po pozostałe części.

ciemne-sekrety-b-iext10045824

I tak nie zgadniesz, kto zabił.

0

Trzeci klucz to czwarta książka autorstwa Jo Nesbo, a jednocześnie drugi tom trylogii z Oslo. Harry Hole mierzy się tym razem z seryjnym sprawcą napadów na banki, w trakcie których giną ludzie. Pomaga mu w tym jego nowa partnerka, Beata Lonn, która stanie się ważną bohaterką następnych książek serii. Posiada ona niezwykłą dysfunkcję mózgu, która sprawia, że zapamiętuje każdą widzianą przez siebie twarz. Jednocześnie Harry zajmuje się sprawą zabójstwa swojej byłej kochanki, Anny. Sprawę komplikuje fakt, że w noc, w którą zginęła Anna Harry znajdował się w jej mieszkaniu i z powodu zamroczenia alkoholowego nie pamięta, co się wtedy zdarzyło.

Jak zwykle u Nesbo, mamy tu świetnie rozpisaną intrygę kryminalną. Poznajemy wielu nowych bohaterów, z których każdy jest doskonale zarysowany psychologicznie. Jak zawsze zwraca uwagę na kwestie mniejszości i tożsamości. Nesbo świetnie myli tropy i gra z czytelnikiem aż do samego końca. Sama miałam wytypowanych co najmniej trzech morderców, oczywiście nie trafiłam z żadnym z nich. Myślę, że książki Nesbo powinny być wydawane tylko w twardych oprawach, wtedy nie ulegałyby uszkodzeniom, kiedy zirytowany czytelnik, po raz kolejny wyprowadzony w pole przez autora, rzuca nią w odległy kąt ;)

„Człowiek nietoperz” to debiut norweskiego pisarza Jo Nesbo, którego powieściowy cykl o policjancie Harrym Holu szturmem podbił moje serce. Obecnie na polskim rynku mamy dziesięć książek tego autora. Osobiście Nesbo to moje literackie odkrycie roku 2013 w kategorii cykli i kryminałów. Jak, że popularność Nesbo jest niezmienna (szczególnie w bibliotekach w moim mieście ;)),  to nie udało mi się rozpocząć cyklu po kolei , a swoją przygodę z jego pisarstwem rozpoczęłam od części drugiej, czyli „Karaluchów”. I całe szczęście.

Bo gdybym chciała sprawdzić Nesbo i rozpoczęłabym od „Człowieka nietoperza”, to nigdy nie odkryłabym jego pozostałych kryminałów, po prostu porzuciłabym książkę po kilkudziesięciu stronach. W jednym z wywiadów Nesbo przyznał, że „Człowieka nietoperza” napisał w dwa tygodnie, żeby się sprawdzić jak pisarz. I to widać.

Akcja kryminału dzieje się w Sydney, gdzie Harry zostaje oddelegowany, aby pomóc rozwikłać sprawę zabójstwa swojej rodaczki. Czytelnik poznaje więc wiele szczegółów na temat Australii oraz przeszłość Harry’ego, który mierzy się również z własnymi demonami i uzależnieniem.Jest to po prostu zwykły kryminał, nie tragiczny, ale też nie bardzo dobry. Nesbo zawsze urzeka mnie świetnymi dialogami, opisami i tłem psychologicznym postaci, czego niestety w jego debiucie nie znajdziemy. Dialogi są toporne, fabuła pisana dość schematycznie. Chętnym do zapoznania się z twórczością norweskiego pisarza polecam dwie drogi: albo czytanie wszystkich tomów po kolei, aby zobaczyć jak bardzo Nesbo rozwinął się w swoim pisarstwie (bardzo!), albo rozpoczęcie od drugiego tomu, a po przeczytaniu „Policji”, czyli dziesiątej części cyklu powrót do początku, aby w wyniku kontrastu uświadomić sobie jego kunszt pisarski.

A bez wątpienia warto. Znalezienie dobrego kryminału jest trudne, a Nesbo wspina się na wyżyny gatunku. Jego książki to nie tylko misternie utkane fabuły, których rozwiązywanie to dla czytelnika nie lada wyzwanie. To także dogłębne psychologiczne studia nad człowieczeństwem, granicami zła i moralnością współczesnego człowieka.

I jeszcze jedna uwaga – Nesbo często reklamowany jest w Polsce jako następca Stiega Larssona, twórcy serii „Millenium”. Oczywiste, że to zabieg marketingowy, ale w mojej opinii Nesbo całokształtem swojej twórczości przebija Larssona. Obie serie są warte uwagi każdego fana dobrej literatury.

„Wołanie kukułki”, Robert Galbraith

0

Jedną z zalet grudnia jest fakt, że zazwyczaj przybywa mi wtedy kilka pozycji w domowej biblioteczce. Dzięki jednej z Gwiazdek weszłam w posiadanie najnowszej książki J.K. Rowling. Na wstępie zaznaczę, że jestem bezwarunkową wielbicielką Harry’ego Pottera i przed przeczytaniem pierwszej książki Rowling „dla dorosłych” miałam pewne obawy. Jednak Trafny wybór okazał się po prostu świetny, więc z niecierpliwieniem czekałam na jej kolejną książkę. Została wydana pod literackim pseudonimem Robert Galbraith. Kiedy okazało się, kto jest autorem książki wiele osób zarzucało Rowling, że ukrywanie się pod pseudonimem to celowy zabieg marketingowy, mający na celu podniesienie sprzedaży kryminału, który nie sprzedawał się najlepiej. Śpieszę z wyjaśnieniami: książka Rowling pod pseudonimem wcale nie sprzedawała się źle, jak na debiutującego pisarza kilkanaście tysięcy sprzedanych egzemplarzy to dobry nakład. Poza tym, od początku podejrzewano, że książka jest za dobra jak na nikomu nieznanego autora, kiedy pojawiły się pogłoski o jej prawdziwej autorce jedna z gazet wynajęła nawet językoznawcę, który porównał słownictwo w Harrym Potterze i Wołaniu kukułki. Ostatecznie do ujawnienia tajemnicy przyczynił się prywatny prawnik autorki, który opowiedział przyjaciółce swojej żony o tajemnicy Rowling. W pełni rozumiem chęć Rowling do wydania książki pod pseudonimem, dzięki temu nie była oceniana przez pryzmat autorki Harry’ego Pottera. Nie ma co ukrywać, że Rowling nie potrzebuje większej reklamy, jej nazwisko jej marką samą w sobie. Ja jednak cieszę się, że tajemnica wyszła na jaw, bo dzięki temu jako polska czytelniczka miałam szansę się z nią zapoznać.

Co do samej książki – bez wątpienia to naprawdę dobry literacko kryminał. Mamy tu pełnokrwiste, ciekawie wykreowane postacie, Londyn jako bogate tło fabuły i intrygującą zagadkę. Autorka zastosowała tu bardzo ciekawy zabieg – główny bohater, detektyw Cormoran Strike stopniowo rozwiązuje zagadkę, jednak nie ujawnia swoich przemyśleń czytelnikowi, jak to zwykle się dzieje w trakcie przebiegu kryminału. Mamy dostęp tylko do części faktów i dwa rozwiązania: albo sami spróbujemy odpowiedzieć na pytanie kto zabił, albo jak najszybciej skończyć książkę. Nie polecam jednak drugiego rozwiązania, bo wolniejsze czytanie pozwala na rozsmakowanie się w detalach, w które bogata jest książka. I, za co uwielbiam w Rowling, możemy wyczytać z jej powieści podejście autorki do kondycji człowieka, sławy i relacji międzyludzkich. Serdecznie polecam, zarówno fanom Harry’ego Pottera (scena seksu napisana przez autorkę książek z naszego dzieciństwa to nie byle co;)) jak i osobom, które chcą dobrze zainwestować swój czas. Bo bez wątpienia warto!

I na koniec dobra wiadomość – Rowling planuje wydanie kontynuacji Wołania kukułki w 2014 roku.